Mar 29 2025 45 mins
W najnowszym odcinku podcastu "Dyskusje o Książkach" poświęcamy uwagę Witkowi, postaci z klasycznej powieści Władysława Reymonta – "Chłopi". W rozmowie z Dorotą Pająk-Pudą odkrywamy, jak Witek, mały chłopiec z Warszawy, staje się symbolem walki o przetrwanie i odnajdywania własnej tożsamości w trudnych warunkach wiejskiego życia. Analizujemy nie tylko jego relacje z innymi postaciami, ale także sposób, w jaki jego historia może inspirować młodych czytelników do sięgania po klasykę literatury. Dowiedz się, jak Witkowi udaje się przetrwać w trudnych czasach oraz jakie wartości moralne niesie ze sobą jego postać. Zachęcamy do wysłuchania tej pasjonującej dyskusji i zastanowienia się nad przyszłością Witka oraz jego możliwymi losami.1. Wprowadzenie do postaci Witka2. Witkowskie zmagania i relacje z innymi3. Analiza edukacji i rozwoju Witka4. Wartości moralne i inspiracje dla młodych czytelników5. Możliwe przyszłości Witka
Pięć roków miałem, kiej mę Kozłowa przywieźli, to i baczę dobrze... juści... ziąb był... piechtyśmy szli do maszyny... baczę... a tu tyla jarzącego światła... że jeszcze mę w oczach ćmi... baczę... a dom kiele domu i takie wielgachne niczym kościół…
— A bo Witka ociec wzięli takim skrzatem, co jeszcze koszulę w zębach nosił, i w chałupie się odgryzł. Tak samo było i z tamtym.
jeno na dworze pod ścianą siedziało tych troje dzieci przywiezionych z Warszawy.
Tuliły się do siebie, łapczywie ogryzając ziemniaki nie dogotowane, a broniąc się piskiem i łyżkami od prosiąt. A tak były zabiedzone, wychudłe i obrosłe brudem, jaże litość ją wzięła.
Pięć roków miałem, kiej mę Kozłowa przywieźli, to i baczę dobrze... juści... ziąb był... piechtyśmy szli do maszyny... baczę... a tu tyla jarzącego światła... że jeszcze mę w oczach ćmi... baczę... a dom kiele domu i takie wielgachne niczym kościół…
— A bo Witka ociec wzięli takim skrzatem, co jeszcze koszulę w zębach nosił, i w chałupie się odgryzł. Tak samo było i z tamtym.
jeno na dworze pod ścianą siedziało tych troje dzieci przywiezionych z Warszawy.
Tuliły się do siebie, łapczywie ogryzając ziemniaki nie dogotowane, a broniąc się piskiem i łyżkami od prosiąt. A tak były zabiedzone, wychudłe i obrosłe brudem, jaże litość ją wzięła.